Wielu ludzi decyduje się na kupienie dziury w ziemi z nadzieją, że w tej dziurze powstanie kiedyś piękny budynek a w nim ich wymarzone mieszkanie. Ludzie Ci kuszeni są kolorowymi ulotkami, projektami i obietnicami nowego "M" z miejscem parkingowym w garażu podziemnym. Na owe mieszkania przeznaczane są oszczędności całego życia, darowizny od rodziny a w najgorszym wypadku kupujący zaciągają kredyty, na które ledwo ich stać i które będą spłacać do końca życia. Czy naprawdę tylko nieliczni - niewielki procent kupujących bierze pod uwagę ryzyko ogłoszenia upadłości dewelopera? Czy naprawdę niewielu z tych ludzi zastanawia się co się stanie w sytuacji, gdy deweloper okaże się niewypłacalny? To co najmniej zastanawiające biorąc pod uwagę, że kupujący podejmują tak wielki wysiłek finansowy. Wiem, że wypowiedź jest dość kategoryczna, ale w ostatnich miesiącach często opiniuję umowy wszelkiej maści zawierane z deweloperami i włos mi się jeży na głowie bo w 9 przypadkach na 10 umowa ma być zawarta w zwykłej formie pisemnej.